Menu

Zawiesina

każdy może, prawda, krytykować...

Bohater na miarę czasów

zawiesina

Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.
(Karol Marks)

Nie napisałem nic od stycznia, choć wiele się działo w moim życiu w tym roku. Wiele się działo też w Polsce i szerokim świecie (w polityce, mediach, kulturze, sporcie). A jednak nic mnie tak nie popchnęło do napisania nowej notki jak wczorajsza groteskowa śmierć jakiegoś chorwackiego dziada w Hadze.

Ponad siedem lat temu pisałem w tym miejscu, że śmierć budzi we mnie przerażenie, niezależnie kogo dotyczy. Nic się w tej sprawie nie zmieniło. Śmierć szczególnego rodzaju, czyli ta zadawana samemu sobie, to jednak jeszcze wyższy poziom i mam ciary od samego myślenia o czymś takim. Jest to zjawisko, którego nie potrafię objąć rozumem. Gdybym miał możliwość wejścia na minutę w umysł samobójcy, za nic w świecie nie chciałbym tego zrobić, bo nie zasnąłbym do końca życia. Wystarczająco straszne jest już samo stawianie pytań: Co nim kieruje? Czy jest pewien? Czy się boi? Czy po zrobieniu pierwszego kroku, a przed faktycznym zejściem, żałuje (choćby miało to trwać ułamek sekundy)?

Wczoraj samobójstwo niejakiego Slobodana Praljaka obejrzał cały świat. Ten były chorwacki generał, skazany w 2013 roku na 20 lat więzienia za zbrodnie wojenne, wysłuchał wczoraj niekorzystnego dla siebie wyroku w procesie apelacyjnym i uznał za stosowne wykrzyczeć dwa zdania swojego manifestu, a następnie łyknąć zawartość fiolki, w której rzekomo była trucizna. Facet przekręcił się kilka godzin później w szpitalu.

Straszne, prawda? Otóż dla mnie nie. Masowe samobójstwa nazistów pod koniec wojny lub zaraz po, kiedy przestudiujemy ich historię, budzą ciarki. Dzisiejsza akcja Praljaka to tylko groteska. Nie wahałem się ani chwili nad mottem dla dzisiejszej notki.

Czemu tak uważam? Zacznę trochę na okrągło. Muszę przyznać, że zawsze szkoda mi było sędziów, którym przypadło w udziale prowadzenie spraw tych wszystkich szumowin z wojny na Bałkanach. I materia nieprzyjemna, i pierwiastek ludzki odrażający, i sprawy ciągną się latami. A przy tym musisz wysłuchiwać, co jeden z drugim drań ma do zakomunikowania światu. Carmel Agius, czyli sędzia prowadzący wczorajszą rozprawę (na zdjęciu) jest dla mnie bohaterem. Jego reakcja na domniemane samobójstwo skazańca powinna być już na zawsze symbolem ostatecznego tryumfu sprawiedliwości.

carmel
Bo przyjrzyjmy się. Dziad wysłuchuje wyroku, następnie krzyczy, że ma go w poważaniu, wyciąga skądś malutką fiolkę, wypija i siada. Sędzia jest przez moment skonsternowany, ale po chwili... zaczyna procedować dalej, jak gdyby nic się nie wydarzyło. Od początku było wiadomo, co tu się właśnie odjebało, ale wszyscy mieli to w tyle, zapomnieli o Praljaku i zajęli się następnym punktem obrad. I dopiero pół minuty później sam samobójca musiał zwrócić na siebie uwagę i krzyknąć, że hej, przecież właśnie się otrułem, więc może byście łaskawie skierowali na mnie kamery.

Wtedy na sali rzeczywiście widoczne jest poruszenie. Sędzia przez moment siedzi jak zamieniony w słup soli, a po chwili przerywa rozprawę. Cały czas sprawia jednak wrażenie faceta zniecierpliwionego tym, że ktoś mu tu nabruździł i przez to nie zdąży na squasha, na którego umówił się z kolegami na 17, bo oto zamiast tego trzeba będzie jakieś zeznania składać na policji. Sędzia zaprezentował reakcję w stylu: Ach, otruł się... No dobra, skoro tak, to weźcie go tam posprzątajcie. Jego zachowanie to po prostu takie strzepywanie pyłku z marynarki albo wycieranie w trawę uwalanego psim łajnem buta.

Wszyscy zbrodniarze wojny na Bałkanach powinni zostać wysłani na śmietnik historii (sorry za to wyrażenie, bo kojarzy się różnie, ale nikt lepszego nie wymyślił) i wczorajsze sceny z haskiego Trybunału to dowód na to, że świat jest już gotów ich tam wysłać. Praljak sądził zapewne, że kiedy sobie golnie, zacznie się rwetes i ludzie zgromadzeni w sali zaczną skakać jak małpiatki. Że będzie dym, że skona w spektakularnych okolicznościach. Tymczasem rozprawa po prostu trwała dalej. Chcę wierzyć, że te pół minuty pomiędzy zażyciem trucizny a zorientowaniem się, że wszyscy wokół mają w dupie jego ostateczny krok, było dla niego najgorszą z możliwych kar. Dziesięć lat więzienia, dwadzieścia lat, dożywocie czy nawet kara śmierci - to wszystko byłoby dla takiego dziada niczym w porównaniu z tymi kilkudziesięcioma sekundami totalnego upokorzenia.

© Zawiesina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci