Menu

Zawiesina

każdy może, prawda, krytykować...

Aktor! Aktor!

zawiesina

Aktorem stajesz się dopiero po spektaklu, gdy dostajesz oklaski za zadanie, które wykonałeś, za ożywienie na scenie papierowej postaci. Gajos, Zapasiewicz, Krzysztof Majchrzak, Globisz to artyści.
(Eryk Lubos)

W Polsce, za sprawą beztroskiej działalności mediów, przyjęło się uważać, że aktor jako taki z definicji należy do elity i jest kimś wystającym dość wysoko ponad przeciętność masy. A jak jeszcze ten aktor, oprócz w telenowelach, udziela się też na deskach teatru, to już w ogóle jest autorytetem jak ta lala. Wywiad z zafrasowanym aktorem, który stawia niezwykle trafne diagnozy o Polsce - to już jest w naszym kraju osobny gatunek dziennikarski, obecny po obu stronach polityczno-medialnej barykady. Niedawno postanowił go udoskonalić tygodnik Newsweek, publikując wywiad z czwórką zafrasowanych aktorów mówiących na raz. Dowiedzieliśmy się z niego, że żydowskie dzieci w czasie okupacji jeździły tramwajami, a PiS to narodowcy. Czyż zatem nie warto wgłębiać się w te teksty, skoro można w nich odnaleźć zupełnie nowe doktryny historiozoficzne i politologiczne?

Otaczanie nimbem i przypisywanie specjalnych przymiotów grupie zawodowej, która żyje z gadania cudzym tekstem, ma również sprawiać wrażenie, że to, co dotyczy ich w skali mikro, znajduje swoje odzwierciedlenie w ogóle społeczeństwa. W teatrze nastąpiła taka oto sytuacja, że jeden wariat ubóstwiający Jaruzelskiego pokłócił się z drugą wariatką ubóstwiającą Kaczyńskiego, przez co prace nad przygotowywaną premierą zostały przerwane. Próbuje się nas przekonać, że w tej sytuacji jak w soczewce skupia się przechodzący przez Polskę podział. Tymczasem z analizy codzienności wynika, że stale stykamy się z ludźmi, z którymi kategorycznie różnimy się poglądami politycznymi - w pracy, na studiach, w rodzinie, w grupie przyjaciół. I nie tylko potrafimy o tym rozmawiać w sposób cywilizowany, ale przede wszystkim potrafimy rozmawiać na inne tematy. Najwyraźniej większość z nas stoi na wyższym poziomie intelektualnym niż Anna Chodakowska i Daniel Olbrychski. Co mnie jakoś specjalnie nie zdumiewa...

Warto zauważyć, że szczególną aktywność wśród aktorów frasobliwych wykazują ci, którym do wybitności aktorskiej daleko (czwórka z Newsweeka) lub tacy, o wybitności których zdążyliśmy już z dawna zapomnieć (Janda, J. Stuhr, Olbrychski). A ci naprawdę wybitni? Janusz Gajos nie ukrywa politycznych sympatii, był w komitecie poparcia Bronisława Komorowskiego, niedawno udzielił okołopolitycznego wywiadu Gazecie Wyborczej, ale zrobił to z właściwym sobie umiarem i kulturą. Jerzy Trela ograniczył się do udziału w filmiku pt. #NieOddamyWamKultury, który na judupie obejrzało 20 tysięcy osób. Andrzej Seweryn dzieli się ze światem swoimi poglądami, ale w obliczu jego ostatniej kozackiej roli filmowej, wszyscy mają to gdzieś. Największa jest zaś rzesza tych wielkich aktorów, którzy nigdy o swoich politycznych frustracjach lub radościach nie opowiadali - Władysław Kowalski, Krzysztof Stroiński, Stanisława Celińska, Krzysztof Majchrzak, Adam Ferency. Nie wspominając o najstarszej gwardii - Wojciech Pokora, Franciszek Pieczka czy Wiesław Gołas. Ale cóż, jeśli ktoś był (tak jak ten ostatni) torturowany w gestapowskim areszcie, to trudno się spodziewać, że teraz będzie się produkował, opowiadając, że w Polsce panuje faszyzm.

Takim wzorem aktora (czyli człowieka parającego się przecież wygłupianiem się), który nigdy się nie wygłupił, był dla mnie zawsze Krzysztof Globisz. W wywiadach nie zahaczał o politykę, mówił zaś rzeczy ważne i mądre. Jako profesor sztuk teatralnych skutecznie zgłosił swój akces do elity. Jego występy w Teatrze Telewizji zawsze były ucztą, zaś w filmie był jak Philip Seymour Hoffman: potrafił odcisnąć swoje piętno na filmach wybitnych (Krótki film o zabijaniu), z tytułów ledwie przeciętnych czynił całkiem dobre (Anioł w Krakowie), bezczelnie kradł ekran innym aktorom (Pan Tadeusz), a zdarzało mu się też, że swoim drobnym epizodem w filmie katastrofalnym sprawiał, że nie żałowało się czasu poświęconego na seans takiego gniota (Superprodukcja).

Dziś Globisz wraca na scenę, dwa i pół roku po ciężkim udarze. W poniedziałek obejrzałem w Lublinie sztukę Wieloryb. The Globe, która została napisana specjalnie dla niego przez Mateusza Pakułę. Powiem tak. Lublin obchodzi w tym roku 700. rocznicę nadania praw miejskich, w związku z czym w mieście planowane są szczególnie rozbuchane wydarzenia kulturalne. Wątpię jednak, by któreś z nich dorównało temu, co zobaczyłem.

wielorybtg_rys_kra_02

Idziesz na to przedstawienie pełen obaw. Czy nic złego się nie wydarzy? Czy nie będziesz się czuł nieswojo, patrząc na chorego człowieka na scenie? Czy temat nie zostanie podany w sposób zbyt pompatyczny? Nic z tych rzeczy. Kiedy zapalą się światła i ucichną już burzliwe oklaski, przesuniesz wzrokiem po zaczerwienionych oczach innych widzów i wiesz już, że nie tylko ty przeżyłeś to tak mocno.

Nie ma w tym spektaklu żerowania na nieszczęściu chorego aktora. Przecież odpowiadają za niego uczniowie i - jak możemy się na własne oczy przekonać - przyjaciele Globisza. W jego każdym geście i uśmiechu widać, że ten facet został stworzony dla sceny. Że przebywanie na deskach, nawet w takim stanie zdrowia, sprawia mu niewypowiedzianą radość. Że aktorstwo jest jego sensem życia. Droga, jaką przebył przez ostatnie lata, zwieńczona tym wspaniałym przedstawieniem, jest niematerialnym pomnikiem wzniesionym na cześć człowieczeństwa. Istnym triumfem woli, można by powiedzieć, gdyby te słowa nie kojarzyły się tak parszywie.

Że ciężko chory Globisz okaże się lepszym aktorem niż większość tych, których znamy z ekranów, specjalnie mnie nie zdziwiło. Zdumiał mnie natomiast fakt, że Wieloryb. The Globe okazał się pełnowymiarową sztuką, która nie skupia się jedynie na swoim głównym bohaterze. Jest taki moment w spektaklu, kiedy prym wiodą towarzyszące mu aktorki, opowiadając to o swojej ciąży czy o pragnieniu posiadania dzieci. Globisz siedzi wtedy w kącie i grzecznie czeka na swoją kolej. Na kilka ładnych chwil zupełnie o nim zapominamy i po prostu oglądamy inne wydarzenia na scenie. Krakowski aktor nie jest tu więc jakimś dziwadłem, który ma przyciągać uwagę widza, ale jedną z części przedstawienia. Zupełna norma dla człowieka wykonującego ten zawód.

Bilety na ten występ kosztowały 50 złotych. Czuję się dziwnie, że za taki kawał emocji zapłaciłem tak niewielką kwotę. Zupełnie jakbym wyciągał komuś pieniądze z kieszeni. Jeśli się wam uda, to idźcie na Wieloryb. The Globe, popatrzcie na Krzysztofa Globisza, Martę Ledwoń i Zuzannę Skolias. Wtedy zobaczycie na czym polega prawdziwe aktorstwo i na pewno nie pomylicie go już ze zwyczajnym pajacowaniem.

© Zawiesina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci