Menu

Zawiesina

każdy może, prawda, krytykować...

Dziś bez motta

zawiesina

Miało być pod koniec kwietnia, a będzie teraz. Miało być bardzo wesoło, a nie będzie. Miało być świętowanie 200. wpisu, a będzie strumień świadomości na tematy aktualne. Chwilami nieco osobisty.

Akurat tego dnia przygotowywaliśmy wesołą zabawę taneczno-alkoholową. Wszystko było już dopięte na przedostatni guzik. Rano wyszedłem do sklepu po jakieś zakupy. A jak wróciłem, już było wiadomo, że coś się stało, ale nie było wiadomo co. Nie zdjąłem nawet butów. Z rozdziawioną paszczą siedziałem bez ruchu i tępo wpatrywałem się w telewizor. Czekałem. Gdy podano pierwsze dane o 87 ofiarach, wyszedłem z domu i snułem się bezsensownie przez kilka minut, po czym poszedłem odwołać imprezę. Do nikogo nie dało się dodzwonić, sieci były przeciążone. Gdy wychodziłem z mieszkania, wiedziałem, że na pokładzie był prezydent, jego żona, marszałek Szmajdziński i prezes IPN. Kiedy wróciłem, wymieniano już kolejne nazwiska, a z każdym następnym mówiłem w duchu O Boże, nie. Później wielu mówiło, że ta tragedia pomogła dostrzec w politykach ludzi. Ja dostrzegłem wcześniej - dzięki specyfice mojej, hm, pracy. Udało mi się nawet poznać kilkoro posłów. Żadnego z nich nie było na pokładzie. Jednak cieszę się chociaż z tego, że czarno-białego poglądu polityk = nierób i złodziej wyzbyłem się jakiś czas przed tą katastrofą.

Lech Kaczyński. Dlaczego będę go dobrze wspominał? Bo spełniał on moje wyobrażenie co do osoby prezydenta. Może nie w kwestii większości decyzji czy działań, ale stylu i postawy. Prezydent nie powinien być według mnie ziomalem z wyciągniętym ku górze kciukiem ani wesołkiem tańczącym disco polo. Samo słowo prezydent ma w sobie jakąś trudno wytłumaczalną powagę, która z Lechem Kaczyńskim się zwyczajnie rymowała. Nie mówiłem o nim Kaczyński ani prezydent Kaczyński. Mówiłem po prostu prezydent, bo wypowiadając to słowo, miałem go zwyczajnie przed oczami. Poza tym był Lech Kaczyński strażnikiem konserwatywnych poglądów i wartości, do których w ostatnich latach było mi coraz bliżej. Pamiętam jak w tym miejscu ostro skrytykowałem go za zbyt częste wprowadzanie żałoby narodowej. Rety, kto by pomyślał, że następna będzie po nim.

Inni. Piotr Nurowski - za szefowanie PKOl-owi nie brał ani grosza. Andrzej Przewoźnik - wzór państwowego urzędnika. Krzysztof Putra - kiedyś w telewizji powiedział Giertychowi Ja mam więcej dzieci niż pan elektoratu. I inni, których dorobek poznajemy dopiero dzisiaj.

Szczególnie boli mnie, że na pokładzie znajdowało się dwóch ludzi, wobec których użyłem kiedyś haniebnych słów, których dziś się wstydzę. Wstydzę się, bo teraz widzę, że nie były poparte niczym poważnym. Nie wiedziałem o tych ludziach nic. Nic o ich dorobku zawodowym, naukowym i o tym jakimi byli ludźmi. Cóż mogę napisać? Chyba tylko... Panie Ministrze. Panie Prezesie. Przepraszam.

Przez pół soboty wytrzymywałem. Aż zobaczyłem to zdjęcie.

Wtedy dotarło do mnie co się stało i rozpłakałem się jak dziecko. A następnego dnia, kiedy lądowała trumna z ciałem prezydenta, znów czułem, że oto dzieje się historia. Mało było takich chwil w moim krótkim życiu. Śmierć Lady Di - może z perspektywy historycznej nic wielkiego, jednak chodzi o to co się wówczas działo na świecie. Atak na WTC - wiadomo. A także wybór Josepha Ratzingera na papieża. Jakiś miesiąc temu przeglądałem pracę magisterską związaną ze śmiercią Gabriela Narutowicza. Wcześniej przypomniałem sobie jeden z najbardziej przejmujących polskich filmów, Śmierć prezydenta. Pamiętam, że od najmłodszych jako tako świadomych lat, byłem niezdrowo ciekaw atmosfery po tamtych wydarzeniach 1922 roku - jak wtedy czuli się ludzie. Dziś wolałbym nie wiedzieć.

Czekałem tylko, aż ktoś wpadnie na kongenialny pomysł i zacznie obnosić się z hasłami Nie płakałem po prezydencie. Jest gorzej. Wielu mówi nam, że nie mamy prawa po nim płakać, bo za życia nie klepaliśmy go po plecach. Szkoda po prostu. Inni z kolei prezentują postawę pod tytułem ja jestem taki światły, spójrzcie ludzie na siebie, na ten owczy pęd, mam dość już tej szopki, medialnego cyrku. Cóż, wypada współczuć, że piloty ich telewizorów nie są wyposażone w mały czerwony przycisk, który naprawdę załatwia sprawę.

I wbrew pozorom wielu z nas nie towarzyszy jakiś głębszy namysł. Refleksja nie jest potrzebna. Wystarczy wejść na fejsbuka, dopisać się do grupy TAK dla stadionu im. Kaczyńskiego. Albo do grupy NIE dla stadionu im. Kaczyńskiego. I sprawa załatwiona, jesteśmy w zgodzie z własnym sumieniem. Żałoba odprawiona.

Ale nie będę patrzył na innych. Bo przecież nie moja to sprawa. Ja chcę być lepszy niż jestem. Nic sobie nie obiecywałem po 2 kwietnia 2005. W ogóle tego dnia nie pamiętam. A 10 kwietnia 2010 zapamiętam na zawsze. I obiecałem sobie coś. Że będę bardziej uważał na słowa. I myśli też.

Może dużo tu egzaltacji. Ale nie można całe życie się śmiać.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Wojtek] *.nplay.net.pl

    Podpisuję się pod całym wpisem. Zastanawiam się tylko dlaczego Ty, ja rozumiemy i myślę że czujemy wagę wydarzenia jakie się dokonało, a masa moich "znajomych" nie czuje tego wcale. Dlaczego w Warszawie setki tysięcy ludzi wychodzi na ulice żeby oddać hołd zmarłym, a w Lublinie studenci administracji i innych zacnych kierunków przebijają się w tym jak ośmieszyć tę katastrofę. Dlaczego najlepszym Liceum w Lublinie w poniedziałek 12 kwietnia, na lekcji polskiego nie było nawet minuty ciszy, a dyrektor odmówił zorganizowania uroczystego apelu. Musiałem to wszystko z siebie wylać, a teraz obejrzę kolejne 30 trumien i pewnie znowu się popłaczę, jak przypomnę sobie te twarze które codziennie widziałem, a teraz już ich nie zobaczę...

  • przedza

    Podpisuję się pod tym obiema rękami - kiedyś trzeba spoważnieć. To jest chyba dobra okazja. I choć nigdy nie byłam sympatykiem PiSu, to nie chcę patrzeć na tą tragedię z perspektywy politycznej - nie ważne komu klaskałabym na wyborczych wiecach. Chcę widzieć w tych ludziach LUDZI i jest mi wszystko jedno kto, kiedy i gdzie zostanie pochowany, komu postawią pomnik, czyim imieniem nazwą w przyszłości ulice czy Stadion Narodowy. Życia to nikomu nie wróci...

  • Gość: [zagrosze] *.chello.pl

    Długo się zbierałem, żeby odpisać. Pamiętasz, kilka razy rozmawialiśmy przy wódce o prezydencie. Czasami zdania były podzielone, w niektórych kwestiach się zgadzaliśmy, do czegoś mnie przekonałeś. Powtórzę tylko to, co napisałem gdzieś, że wkurwia mnie to [*]. Nic nie wnosi do tematu. Emo zachowajmy dla siebie, a jak nie, piszmy po prostu. Ja nie mam słów, zatrzymałem się po prostu na kilku dowcipach i tyle. Nie potrafię więcej z siebie wykrzesać, po prostu nie mogę. I kiedy widzę, że najtwardsi pękają, zastanawiam się nad sobą i myślę, że jedyne, co mogę zrobić, to pożartować. Na trzeźwo. Jak jestem pijany, biorą mnie wyrzuty, i to powinno odróżniać ludzi od zwierząt, że po alkoholu z nas wychodzi. Zmień zagrosze na czynny, bo działa. Tylko będzie raz na miesiąc, na razie.

© Zawiesina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci