Menu

Zawiesina

każdy może, prawda, krytykować...

Katyń

zawiesina

Czas jakiś temu, a było to 26 kwietnia 2007 roku, wstrząśnięty i zniesmaczony pierwszą trzydziestosekundową zajawką najnowszego filmu Wajdy Katyń, pozwoliłem sobie na - jak się okazało - zupełnie przedwczesne skazanie tego obrazu na artystyczną porażkę.

Katyń nie jest filmem wybitnym. Nie dorównuje wojennym arcydziełom Wajdy, jakimi są Kanał i Popiół i diament. To świetnie zrealizowany i wyreżyserowany kawał kina, który - wbrew pierwotnym obawom - nie sili się ani na niepotrzebny patos, ani na tłoczenie do głów nieuków prawdy historycznej*. Do Katynia trzeba podejść z minimalną choć znajomością tematu.

Pierwotnie tytuł filmu miał brzmieć Post Mortem. I chyba to on bardziej pasowałby do całości. Nie skupia się bowiem Wajda na samych wydarzeniach z wiosny 1940 roku, co - jak dobitnie przekonują nas ostatnie sceny - nie miałoby specjalnego sensu. Katyń to opowieść o kobietach, które jeszcze lata po zbrodni żyją nadzieją na powrót ich mężów, ojców, synów i braci. Taka, a nie inna kompozycja dzieła pozwoliła scenarzystom, a co za tym idzie również aktorkom, na stworzenie wybitnych wręcz kreacji żeńskich. Prym wiedzie fenomenalna Maja Ostaszewska**, choć Magdalena Cielecka, Danuta Stenka, a zwłaszcza Maja Komorowska wcale jej nie ustępują.

Dużo mniejsze pole do popisu mieli panowie, którzy w ascetycznych, wręcz teatralnych, scenach musieli oddać atmosferę oczekiwania na cokolwiek, jaka towarzyszyła polskim oficerom. Niektóre ich wzniosłe dialogi to najsłabsza strona filmu. Aż prosiło by się o niewielkie nawiązanie do Kanału i wplecenie do rozmów rzeczy zupełnie przyziemnych. Tymczasem oficerowie pokazani przez Wajdę to postaci niemal spiżowe. Ale kto wie, może właśnie tak było? Tak czy owak, Katyń ma w sobie i tak niewiele z pompatyczności, jaką zaserwowano nam w zwiastunie. Nawet słowa Musicie wytrwać, bo bez was nie będzie wolnej Polski, które tak mnie pierwotnie do filmu zraziły, w świetle całego przemówienia postaci granej przez Englerta z tej sceny, nie są już nieznośne i nabierają sensu.

Praktycznie nie ma tu również politycznej pretensjonalności (za wyjątkiem wielkiej czerwonej gwiazdy na lokomotywie pociągu z polskimi oficerami). Wajda oddaje hołd pomordowanym, a to, że zbrodnię popełnili Sowieci nie wydaje się mieć dla niego znaczenia o tyle, że niemieckiego okupanta prezentuje również jako kogoś niezwykle cynicznego. To nie jest film nacjonalistyczny czy antyrosyjski. Świadczy o tym wplecenie między sceny fragmentów zarówno niemieckich, jak i radzieckich filmów propagandowych o katyńskim mordzie. To również postawa Jerzego (Andrzej Chyra) - tego, któremu udało się przeżyć.

Jak w każdym swoim filmie reżyser operuje licznymi środkami wyrazu. Uderzający jest szczególnie kontrast, widoczny w jednej ze scen w obozie. Polscy oficerowie gorączkowo roztrząsają możliwe scenariusze ich dalszego losu, podczas gdy sowieccy wartownicy, śmiejąc się rozmawiają o dziewczynach. Wajda nie zaś byłby sobą, gdyby nie stosował charakterystycznych dla niego symboli. Mamy więc nieco sztampową pierwszą scenę na moście, kiedy to jedni Polacy uchodzą przed Niemcami, inni zaś przed Armią Czerwoną, która właśnie wkroczyła na polskie terytorium. Lepiej już wygląda scena rozdzierania polskiej flagi. Jej czerwona część zostaje przez żołnierzy radzieckich wywieszona, a biała przeznaczona na onuce. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiła krótka scenka w obozie, kiedy to kapelan (Olgierd Łukaszewicz) ukrywa przed wartownikiem odbywającą się właśnie spowiedź zasłaniając się gazetą Prawda. Mamy też bardzo banalne, choć niezwykle celne zarazem, nawiązanie do Antygony. Wajda udowodnił po raz kolejny, że robienie filmów dla matołów to nie jego działka. On wymaga od widza choć trochę zaangażowania.

Mimo że Katyń to film o latach wojny, nie znajdziemy tu taniego efekciarstwa. Pierwsze strzały padają dopiero w końcówce, która wstrząsa swoim realizmem i chłodem. Zawiodą się ci, którzy oczekują akcji - to film głównie mówiony. A splatające się w niezwykły sposób losy kilku katyńskich rodzin sugerują, że w owym czasie Katyń - pośrednio bądź bezpośrednio - dotyczył na dobrą sprawę każdego.

Tym, co zachwyca najbardziej jest niewątpliwie techniczna strona filmu. Być może niektóre stroje (zwłaszcza oficerów) są nieco sterylne, ale rekompensują to genialne zdjęcia Pawła Edelmana oraz świetny montaż. Sceny egzekucji to kapitalna filmowa robota, której nigdy nie spodziewałbym się po filmie w pełni polskim, jakim jest dzieło Wajdy. Pieczołowicie przygotowana scenografia przedwojennego Krakowa robi wspaniałe wrażenie, a nienachalna muzyka Krzysztofa Pendereckiego idealnie komponuje się z obrazem, i co najważniejsze nie skupia na sobie całej uwagi.

Jeśli miałbym porównać Katyń do jakiegoś wcześniejszego filmu Wajdy, to z pewnością nie do jego pierwszych wojennych filmów. Bliżej mu raczej do Dantona. To również był film historyczny, który można było opowiedzieć zupełnie inaczej - żywiej, efektowniej, głośniej. Ale Wajda i tym razem miał wyczucie i poprzestał na słowach, gestach i refleksji. I chwała mu za to.

We wszystkich recenzjach prasowych Katynia, pojawiają się truizmy, że najnowszy obraz Wajdy to film niezwykle ważny. Zapomina się jednak trochę o tym, że to wspaniale wyreżyserowane i zrealizowane dzieło, które w całości odcina się od nurtu "filmów obowiązkowych", jakie na przestrzeni ostatnich lat w Polsce się kręciło. Warto obejrzeć Katyń, choć - dziś przyznaję - ten półminutowy zwiastun wyrządził całemu filmowi ogromną krzywdę. Pozostaje mi tylko jedno.

-----

* - Choć jest jeden wyjątek na początku filmu. Słyszane z radia przemówienie w języku rosyjskim, jeden z Polaków komentuje To Mołotow - sowiecki minister spraw zagranicznych.
** - Choć mogę być nieobiektywny ze względu na moją słabość do tej aktorki.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • miasto-masa-maszyna

    > Praktycznie nie ma tu również politycznej pretensjonalności (za wyjątkiem wielkiej czerwonej gwiazdy na lokomotywie pociągu z polskimi oficerami)

    Takie gwiazdy naprawdę malowano na każdym parowozie. Jeżeli ktoś tu był politycznie pretensjonalny, to Sowieci a nie po prostu wierny szczegółom Wajda.

© Zawiesina
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci